Przyszła pora na (zabicie) potwora

Wszędzie, gdzie Wiedźmin się pojawił robił furorę. Musiałem się w końcu skusić na zagranie w tą tak często nagradzaną produkcję. Jestem gdzieś w drugiej połowie trzeciego Wiedźmina. To już chyba moment w którym mogę wypowiedzieć się na temat tej gry…

Zacznę od tego, że poprzednie Wieśki nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia, a nawet więcej – nie chciałem nawet ich ukończyć z powodu topornego gameplayu. Zwyczajnie źle mi się w nie grało. Trójka w końcu sprawiła, że mogłem wskoczyć w świat, który wcześniej wyobrażałem sobie jedynie na podstawie książek i fragmentów filmu (bardzo … interesującego).

Tak więc pierwszą rzeczą, którą zaliczam do pozytywów to poprawione sterowanie oraz całe UI. Jednak zmieniło się to, gdy przystępowało do zbierania skrzyń oraz interakcji z niektórymi przedmiotami. Często miałem problemy, aby coś zrobić… a czasami robiłem to nawet, gdy tego nie chciałem – chodzi o przypadkowe zapalanie lub gaszenie pochodni/świec, które znajdowały się w okolicach kontenerów.

Miałem też problemy z poruszaniem się, szczególnie gdy dochodziło do jazdy na koniu. Potrafiłem zablokować się na tyczce, która wystawała z ziemi lub pomiędzy drzewami, które zostały umieszczone zbyt blisko siebie. Niby małe rzeczy, ale niebywale irytujące, a co ciekawe też łatwe do poprawienia. Wystarczyło określić minimalną odległość pomiędzy drzewami w skrypcie, który generował roślinność lub edytować hitboxy zgrupowań drzew. Trochę problemów miewałem też ze sterowaniem samym koniem, a to za sprawą systemu, który bardzo często ratował mnie przed jeszcze większą frustracją. Dokładniej chodzi mi o wyszukiwanie ścieżki przez Płotkę. Czasami uporczywie trzymała się wybranej przez siebie drogi, a nie tej, którą ja chciałem. Ale można to wytłumaczyć tym, że koń to nie auto i myśli po swojemu… więc przymykam oko na te małe uchybienia i daję plus za ogólne działanie systemu. No jest jeszcze sprawa z kuniem, który pojawia się na dachu, ucieka przed wiedźminem lub biega na przednich nogach 🙂

Design oraz wykonanie świata jest wspaniałe. Ten świat faktycznie żyje i reaguje na nasze poczynania. Same wykonanie lokacji też jest świetne. Przyczepić mogę się jedynie do niektórych jaskiń w których jesteśmy raczeni sporą ilością bezsensownego backtrackingu, jednak widać, że większość lokacji tworzona była tak, aby tego uniknąć.

Bugi… tych widziałem bardzo dużo, szczególnie w dalszej części gry. Postacie, które znikały lub teleportowały się. Lewitujące książki. Wiecznie poruszane silnym wiatrem włosy, ręce wykręcające się w nienaturalne pozy, skaczące animacje podczas dialogów. Jednak nic, co zakłócałoby faktyczny gameplay… lecz takie błędy skutecznie zmniejszały moją immersję.

Atak klonów. Takie miałem odczucie, gdy rozmawiałem z postaciami trzecioplanowymi. Widać strasznie ograniczoną ilość twarzy, szczególnie w wypadku postaci kobiecych. Wiele razy zastanawiałem się, czy ta konkretna postać maczała ręce w kilku wypadkach, czy może moje oczy się mylą…

Muzyka jest dobra. Nie przeszkadza, ale poza jednym kawałkiem całkowicie nie zapada w ucho. Byłem przy tym, gdy przyznano Wiedźminowi nagrodę za najlepszą muzykę… Teraz już wiem, że nie zasłużył. Crypt of the Necrodancer ma DUŻO lepszą muzykę.

Na koniec zostawiam sobie historię oraz nasz wpływ na jej prowadzenie. Moje poczynania faktycznie zmieniały świat, moje wybory decydowały o tym, czy ktoś umarł, czy przeżył. Czułem, że historia w której uczestniczyłem nie była mi narzucona, ale sam mogłem ją tworzyć i to było świetne. Jeśli w przyszłości znajdę tyle czasu, aby zacząć tą grę jeszcze raz od nowa, to z pewnością to zrobię, tylko po to, aby sprawdzić co mogło wydarzyć się inaczej. PS. Nie kocham Yennefer – to wszystko przez tego dżina, a ona jest głupią suką. Ogólnie historia, narracja to jeden wielki PLUS i największa zaleta tej gry.

W ramach historii muszę wspomnieć o zadaniach pobocznych. Zdarzyło mi się wykonywać zadani w stylu przynieś, podaj, pozamiataj, ale były one stworzone w sposób, który nie był tak bardzo irytujący. Czułem, że nie muszę wykonywać każdego zadania i mógłbym z tym żyć. Jednak, gdy już zdecydowałem się, aby szukać kwiatków dla jakiegoś druida, to okazywało się, że tak banalny quest z czasem zmienia się w cholernie ciekawą historię z jeszcze lepszym zakończeniem. Z czasem nie mogłem przepuścić żadnemu questowi, aby przypadkiem nie czegoś nie opuścić.

Gdybym miał ocenić tą grę, to powiedziałbym, że jest to Planescape Torment 2015 roku z małymi zastrzeżeniami w postaci większej ilości bugów. Kto wie, co myślę o PT, ten już wie, że jest to cholernie dobra ocena 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.